Dwa tygodnie pracy, szyłam, szyłam i ...szyłam. W końcu nastąpił dzień jarmarku. Nie ukrywam, że trochę się denerwowałam, ale jak się okazało niepotrzebnie. Naszym jedynym wrogiem była pogoda, zimno i nieprzyjemnie, ale zawsze mogło być gorzej :) Atmosfera wśród sprzedających była bardzo miła, będę mile wspominała ten czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz